Marcin: Bo w tym cały tkwi ambaras…
Uderzyłem wczoraj w stół i odezwały się nożyce, a właściwie „Greg”. Zadzwonił rano z pretensjami, że zielonogórscy dziennikarze (w tym ja), zrobili z niego „złotówę”.
Trochę mnie zatkało, bo wyraziłem jedynie żal, że po czterech latach naszej (zawodnika i dziennikarza) współpracy, nie stać go było na pół godziny szczerej rozmowy. A przecież na łamach „Gazety Lubuskiej” nigdy nie starałem się dorabiać Grzegorzowi Walaskowi ideologii, nie doszukiwałem się sensacji w stylu preferowanym przez tabloidy i szanowałem prywatność. Trudno, widać dziennikarzy – jak zawodników przez pryzmat ostatniego meczu – ocenia się po ostatniej publikacji. Szkoda.
Po tym wszystkim, co usłyszałem od prezesa ZKŻ-u Roberta Dowhana i od Walaska jestem pewien, że określenie „negocjacje” to czasem tylko przykrywka do wymiany wielu gorzkich słów. Twarda gra, w której nie ma żadnych sentymentów.
Jeden z użytkowników dużego forum o tematyce żużlowej wysnuł tezę, że prezes od początku chciał się pożegnać z „Gregiem”, ale pragnął to rozegrać „politycznie”. Mogło tak być i z perspektywy czasu widać, że Dowhanowi się udało. Kapitan sam odszedł, a nie klub go wyrzucił. Ba, odszedł, bo dostał lepszą propozycję (czytaj między wierszami – miał dużo, ale chciał więcej). Nie jest tajemnicą, że kasa to kluczowy składnik umowy o pracę, ale w tym przypadku poszło chyba (obie strony dbają, byśmy wiedzieli tylko tyle, ile chcą) o coś jeszcze. Spore znaczenie miały relacje obu panów, ich elastyczność (w tym konkretnym przypadku na poziomie żelbetu). Jak mogą się dogadać ludzie, którzy mówią, ale właściwie ze sobą nie rozmawiają? Przypuszczam, że „Greg” odchodzi do innego klubu, bo w pewnym momencie nie miał już innego wyjścia. Szkoda, że intencje wyjaśnił bardzo ogólnie i w dużym skrócie, biorąc pod uwagę „kwieciste” wystąpienia Dowhana.
Mam nadzieję, że ostatnie wydarzenia nie będą z jednej strony początkiem końca idei klubu opartego na wychowankach, a z drugiej kariery „Grega”. Życzę dobrze żużlowcowi i Falubazowi też. Jeśli nie mogą żyć razem, niech to robią obok siebie.

