Szymon: Żużlowy świat wstrzymał oddech. Oby się nie udusił
Gdybym mieszkał w Gorzowie lub w okolicach, miałbym zaplanowany fantastyczny weekend. Sobota – Zielona Góra, finał indywidualnych mistrzostw Polski; niedziela – Leszno, mecz Unia – Stal.
Gdybym mieszkał w Gorzowie lub w okolicach, miałbym zaplanowany fantastyczny weekend. Sobota – Zielona Góra, finał indywidualnych mistrzostw Polski; niedziela – Leszno, mecz Unia – Stal.
Za nami przepiękny finał w Vojens. W jednej z ogólnopolskich gazet przeczytałem: „Drużynowy Puchar Świata to takie zawody, w których startują cztery zespoły, a na końcu i tak wygrywają Polacy”. Pasuje jak ulał!
Wkurzyły mnie w czwartek skórokopy Wisły Kraków jak cholera. Skórokopy, bo przecież nie wypada nazwać ich piłkarzami. Piłkarze to są w Hiszpanii, Holandii, Niemczech… Ale na tym odludziu spotkałem też bratnią duszę. A było tak.
Już myślałem, że całe GP w Goeteborgu będzie tak drętwe, jak pierwsze wyścigi, ale jakoś się rozkręciło. I stara gwardia pokazała, że wciąż trzyma się nieźle. Choć w finale Kenneth Bjerre pokąsał i Grega Hancocka, i Tomasza Golloba.
Zadzwonił do mnie fan Falubazu i z miejsca zaskoczył zagadką: ile złotych medali przygotował dla zielonogórzan PZM? Zagiął mnie, ale tylko na chwilę, bo przed meczem w Toruniu sfotografowałem sobie tacę ze złotem. Na pamiątkę. Policzyłem. Było 12. Czytaj dalej…